blog: http://hp-i-ph.blog.onet.pl/2006/10/17/rozdzial-iv-inicjacja/
– Jak to się stało, że nie zemdlał, a nawet nie osłabł?! – Zapytał natychmiast Slytherin, kiedy tylko wszyscy usiedli w fotelach.
Dobre pytanie... Może ma odpowiednią ilość magnezu w organizmie, pomyśleliście o tym?
Gdy Harry poszedł spać ukołysany pszczelą kołysanką, królowa i Piątka Hogwartu zebrali się w kwaterach Gryffindorów (rozdzielili się i komunikowali przez magiczne zwierciadło), które były bardzo podobne do tych Harry`ego. Nie było tu jednak spirali, no i było więcej drobiazgów, niemodnych już koron oraz oczywiście mnóstwo szkarłatno-złotych słoików po miodzie.
To u Harry'ego było coś więcej poza łóżkiem, szafą, drzwiami i łazienką? O występowaniu rzekomej spirali nie wspomnę.
– To Wybraniec. Prawdopodobnie
Tak na 87%, uwzględniając siłę Wiatru Losu.
dokona wielkich rzeczy. Martwię się o tę jego moc. Czy to, co się stało jest normalne? – Powiedziała królowa.
– Nie – Wszyscy się zgodzili, jeśli chodzi o tę jedną rzecz, którą był ich stosunek do kolorów zielonego i niebieskiego. W ramach protestu postanowili w jednym zdaniu użyć dwóch czasów.
– I World mówił nam, co miał na Znaku. Jakie mity ma obalić?
A może chodzi o mit, że miód szkodzi na zęby?
Nikt jej nie odpowiedział. Zero szacunku dla władzy monarszej.
– To bardzo dziwne. Od zarania historii Płomienia nic takiego nie miało miejsca. Ale jak wiecie, na samym Początku Wielkiego Nieomylnego Repetytorium Do Matury została wygłoszona przeze mnie przepowiednia…
– … Która mówi, że w XX wieku od minięcia daty ważności keczupu, który wtedy jadłaś nastąpi przewrót, który zmieni historię wszechświata. Ale nie wiadomo, czy na dobre, czy na złe – dokończył Slytherin.
Historię można zmienić wkładając Wielką Kronikę Wszechświata do pralki, a zależnie z czym ją pierzemy, można ją wyjąć szkarłatno-złotą lub (o zgrozo) w innym kolorze.
– Może to właśnie się rozpoczyna? W nim, a raczej nich? – Zapytała Ravenclaw.
- Eee... Zapomnieliśmy ci wspomnieć, że Drugi i Trzeci Harry... no wiesz... udali się w podróż na drugi skraj tęczy...
– Jest napisane, że może wyginąć rodzaj ludzki – zaczęła histeryzować Helga.
Czyli zmiana na dobre.
– Spokojnie! Wszyscy bądźcie cicho! – Krzyknął Godryk, ale krzyknął bardzo cicho – Musimy dołożyć wszelkich starań, żeby nie doszło do najgorszego, czyli zalania rynków światowych przez chińską odzież. Nauczmy go wszystkiego, co sami umiemy, np. ręcznego haftowania różnego rodzaju spirali i dziergania szkarłatno-złotych swetrów w pszczółki, dobra ta whisky?
– Dobra!
– A robienia Czarnej Magii na szydełku też? – Zapytał Slytherin.
– Tak, budowy Czarnej Perły też. Będziesz jej nauczał naprzemian z Worldem, który jest byłym marynarzem Latającego Holendra. Wywalili go za zbyt mało światowe imię – powiedziała królowa – ale to później. Na razie, Salazar, naucz go Magii Umysłu. To po pierwsze. Acha, i sztuki aktorskiej. Nie możemy pozwolić, by odkryto tajemnicę Płomienia. Nigdy.
Naprzemiany polegają na tym, że człowiek zmienia się i przemienia na okrągło, co ułamek sekundy, co wywołuje migotanie i dezorientację przeciwnika.
Wygląda na to, że wg Jej Wysokości sztuka aktorska jest eufemizmem od okłamywania znajomych. Choć po głębszej refleksji to ma sens. Jakby nauczył się przekonująco grać teletubisia, to nikt by mu nie uwierzył, nawet gdyby się wygadał...
***
Harry`ego obudziły dźwięki gitary. Przeciągnął się i zaczął słuchać hipnotyzującego głosu, dość przytłumionego przez mury, ale dało się zrozumieć słowa:
Jestem zły, zły, zły. Aż zimno leci brrr… Wrrr...
Jestem Snape, Snape lodowaty
Snape, Snape wcale nie kiczowaty jea…
WTF?
Oj, weź, to taki element slangu młodzieżowego. Wiesz, żeby pokazać, że jesteś cool i na luzie musisz dodawać "jea" na końcu zdania. Jea
Ciemne moce we mnie są,
I w tej piosence wy-ła-żą
Voldemort posługuje się właśnie mną.
A te Analizatorki coraz bardziej brną
Snape, Snape lodowaty, wcale nie kiczowaty
Oczywiście, że on! A kto niby? Ta piosenka?
Snape, Snape jea*…
Nic nie zastąpi mi mej złości,
Nawet kociołka krągłości
Bo tylko dla niej warto żyć
Gdyż mieszkając z nią, nie trzeba się myć
I z Voldziem być jea…
Snape mówi ,, Nie dla przemocy!„,
A Voldemort kocha tylko MNIE!!!
*JEA - skrót od Jaki Erudyta Ach
Ostatnie zdanie było tak głośne, że obudziło chyba cały zamek. Harry wcisnął głowę w poduszkę, żeby opanować śmiech. Gdzieś już słyszał ten głos, ale gdzie?
Wylazł z łóżka i prędko ubrał się w szaty Płomienia. Wyszedł na korytarz. Zobaczył idącą nim Carinę.
Szła za nim, gdy wychodził z pokoju. Co ona tam robiła, ja się pytam?!
– Cześć, Harry!
– Już się obudziłaś? Przecież miałaś być nieprzytomna przez dwa dni!
– Jak widać. Z tego, co SŁYSZĘ, Tom też.
– Ee… Co?
– A kto inny, jak nie mój porąbany brat wyje o szóstej rano?
Avia, czy mi się wydaję, czy narrator chwilę temu nie wspominał, że ten głos był "hipnotyczny". To słowo ma chyba odcień pejoratywny, w przeciwieństwie do wycia..?
To taka tutaj standardowa pobudka. Pewnie nawet nie spojrzał na swój Znak.
To Znak służy też jako niemożliwy do zgubienia zegarek?
Albo jako wskaźnik nastrojów siostry.
Dla niego liczy się tylko gitara. Mam nienormalnego brata. I jakby nie było innej piosenki. Musi wciąż wyć ,, A Voldemort kocha tylko mnie! „.
Dla niezorientowanych: umiejętność mówienia między dwoma cudzysłowami otwierającymi jest skutkiem ubocznym mieszkania w tym... zamku.
Harry dostał ataku śmiechu.
Z czego się śmiał, tak konkretnie?
To był histeryczny śmiech. Śmiechem maskował swoje przerażenie. To całkiem zdrowy odruch na wiadomość, że będzie mieszkał z psychopatami.
No tak… Fajnie. Tom Raven ma wspaniałe metody na obwieszczenie światu, że już się obudził.
Czyżby krył się pod tym... *Natarela zaniemówiła z wrażenia* sarkazm...?
Carina bezceremonialnie szarpnęła klamkę po drugiej stronie korytarza.
Tzn. bez pukania. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
Ale drzwi okazały się być zamknięte na klucz, więc postanowiła przekazać bratu swoja opinie przez drzwi. Głośną i dosadną opinię, gdyż miała pojemne płuca i dobrą znajomość języka ulicznego.
Na drzwiach było pięknie wygrawerowane ,,Tom Raven*„.
Grawerowanie na drzwiach jest bardzo popularne.
*TOM-RAVEN - skrót od To Okropne Miejsce - Radzę Akceptować Venę Ekscentrycznych Nastolatków
Weszli do pomalowanego na kolory: ognistoczerwony i złoty salonu.
Złoty salonu to bardzo elegancki kolor.
Byłby bardzo popularną barwą, gdyby nie to, że Płomienie wykupują całe zapasy z hurtowni.
Wyglądał tak samo jak Harry`ego, z tą różnicą, że tu wszędzie były Znaki Bractwa. Tom, całkowicie ubrany w szaty Płomienia, z fryzurą bardzo przypominającą tą Harry`ego
HA! Miałam rację, że zawsze chciał mieć taka fryzurę!
Przecież to nie ten Tom Straszliwy ma tak ułożoną czuprynę tylko ten Płomień, w którego szaty się ubrał. Trzeba nadążać za narratorem, kochana.
stał na złotym stoliku z gitarą w rękach. Carina spojrzała na niego ze złością.
– Już nie musisz się popisywać tym swoim wyciem. Złaź!
– Zasmarowałaś już cały blok, że tu przylazłaś? – Odgryzł się chłopak, schodząc ze stołu.
Avia! *Natarela dyskretnie nachylając się do niej i szepcąc cicho* O co chodzi z tym smarowaniem bloków? Nie chcę się skompromitować niewiedzą...
Panna Raven prawdopodobnie przechodzi okres buntu nastoletniego i nocami maluje na blokach wulgarne napisy oraz kierowane do Voldemorta groźby.
Postawił przy nim gitarę i rozsiadł się w fotelu.
– Siadajcie! Musimy pogadać, chyba mamy o czym. - rzekł Sam-Nie-Wiesz-Kto
Ravenowie zachowywali się, jakby znali Harry`ego od zawsze. Podobało mu się to, że tutaj nikt nie zachowywał się jak jakiś fan koloru zielonego, czy niebieskiego, któremu podniecenie całkowicie odebrało rozum, co bardzo Harr'ego smuciło - piski fanek i pełne uwielbienia spojrzenia bardzo podnosiły jego samoocenę. Czuł też, że z Cariną i Tomem zaprzyjaźni się do grobowej deski. Która może nadejść już niedługo!
– Jakie macie napisy na Znakach?
– Pokaż swój.
Harry pokazał im swój Znak. Tom zagwizdał.
– No nieźle. Dobra, patrz na nasze. - powiedzieli w tej samej chwili Carina i Tom.
Równocześnie podwinęli rękawy.
Carina i Tom powinni być przykładem utopijnej współpracy rodzeństwa idealnego w podręcznikach.
Ale coś było nie tak. Mieli identyczne Znaki, i dopiero teraz to zauważyli.
Mam coraz większe wrażenie, że pisaneczka jest bezduszną sadystką. Czy ona nie jest świadoma, że przez błędy, które popełnia, ktoś cierpi?! Albo ten przecinek, albo to "i" przez nią czuje się zbędne!
Na obu widniał napis:
Ani smutku, ani łez
A na dole:
Moje życie jest the best!!!
Teraz już wiem, czemu ktoś chciałby zmieniać napisy na Znaku...
Ja bym się od razu popłakała, gdyby mi uczyniono tak wielką krzywdę, zaczęła składać zażalenia gdzie się da i szybko rozpoczęłabym naukę magii bezmóżdżkowej. Tfu, bezróżdżkowej.
- Nieźle, nie? – Skomentował Tom.
– To nie jest normalne… – Mruknęła Carina.
– A czy my jesteśmy normalni? Nie! Więc i Znaki mamy inne niż wszyscy – Zaśmiał się psychodelicznie Tom Straszliwy.
Przeanalizujmy tę wypowiedź. TS stwierdza, że jeśli za układ odniesienia normalności przyjmie innych ludzi (w org. "wszyscy"), to jest "nienormalny". Stąd wniosek, że każdy człowiek może siebie tak nazwać, porównując swoje cechy charakteru, wyglądu (w org. "Znak") z cechami innych homo sapiens. Wynika z tego również, że autor tej wypowiedzi, czyli TS jest normalny w stosunku do osobnika - układu odniesienia - o identycznych cechach (por. ze "Znak" Cariny.)
– Dlaczego jesteście tu, a nie na Ziemi? – Przerwał im Harry.
- Bo jesteśmy niebezpieczni dla społe... - Carina nie dokończyła, bo brat ze sztucznym uśmiechem zatkał jej usta.
– Jesteśmy tu odkąd pamiętam – zaczął Tom – i nie wiem, od czego zacząć, więc zacznę od początku.
Lubię ludzi, którzy zaczynają od początku. Lubię ich nawet bardziej od tych, który zaczynają od końca lub przeskakują z narracją.
World nam opowiadał bajki o pszczółkach. Podobno urodziliśmy się w płonącym domu.
Miejsce i data urodzenia: płonący dom, data pożaru.
Rodzice zginęli. Pożar zobaczył jakiś członek Płomienia. Używając Magii Żywiołu Agonalnej Walki Ku Ideom (w skrócie MŻAWKI) wbiegł do domu, gasząc pożar i patrząc, czy nie uda mu się kogoś uratować. Wszyscy martwi, a my w największym ogniu: ja sobie śpiewam, a Carina wyje do wtóru.
Słowem - dawali czadu, gdyż (nie)całkowicie się
*Żart związany z chemią organiczną. Jeśli nie zrozumiałeś - nie martw się. Najprawdopodobniej miałeś w gimnazjum ciekawsze zajęcia, niż uważne słuchanie nauczyciela...
Albo nie byłeś kujonem... Albo jeszcze nie dotarłeś do chemii organicznej... Albo nie ma tu żadnego żartu...
Więc zabrał nas do Bractwa. Tu się wychowaliśmy, i tu żyjemy.
– A jak to się stało, że przeżyliście? – Zapytał zaintrygowany Harry.
Historia była nieprawdopodobna, ale on jej wierzył.
Żeby być tak głupim i uwierzyć jakiejś Historii, która nie wiadomo skąd się wzięła? W głowie się nie mieści!
Harry na dziwny wyznacznik "nieprawdopodobności".
W końcu przeżył wiele nieprawdopodobnych chwil.
– Mamy pełną moc żywiołu, a konkretnie ognia, który nic nam nie może zrobić.
Ja myślę, że to będą elfy. Żadne przyzwoite fantasy nie może się obejść bez elfów.
Zaczynam łapać skille tego opka. Jeśli masz pełną moc żywiołu np. kalorii, one nic Ci nie mogą zrobić. Wersję po upgradzie piszemy dużą literą i wtedy możemy za jej pomocą ingerować w świat zewnętrzny (por. z "członek Płomienia ratujący śpiewające niemowlaki").
To dlatego mogliśmy tu żyć bez inicjacji. Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy w dziesięć sekund podpalić Hogwart. Drobny wysiłek, ale…
Phi, żadna sztuka, każdy potrafi podpalić stare zamczysko nawet w 5 sekund. Aczkolwiek spalenie takiej warowni to już inna sprawa.
No nie. On rzeczywiście jest nienormalny. Harry szybko zmienił temat.
Nienormalny to jest chyba Harry. Ma jedyną szansę na pozbycie się własnej szkoły, a on co? Zmienia temat.
On nie chce być w kręgu podejrzanych.
– Zaśpiewasz coś? Super ci to wychodzi.
– Jestem Magiem Muzyki. Mogę hipnotyzować głosem. To moja pasja.
To się nazywa makabryczne hobby.
Zdecydowanie elfy.
Carina nie wyglądała na zachwyconą.
– Tylko nas nie zahipnotyzuj, mistrzu skromności. I proszę, nie ,,A Voldemort kocha tylko mnie!„
Ironia po raz drugi?
Chyba nie doceniłyśmy naszej pisaneczki.
– Dobra. Ale Harry`emu się podobało.
Bez komentarza.
– Bo słyszał to pierwszy raz. A ja słyszę to dziesięć razy dziennie. Trochę przereklamowane. A w dodatku tak głupie, że żyć się odechciewa.
Jedna rozsądna.
– Ta? To może ,, Człowiek Sroka „?
Tom chwycił gitarę i zaczął śpiewać, zanim Carina zdążyła zaprotestować:
Nie pozwól, by skradł twoje serce,
O nie!
Pokaż, że nerwy masz ze stali,
Nie pozwól, by niósł je na ręce,
Pilnuj, by alarm nie nawalił,
Pokaż, że nerwy masz ze stali.
Człowiek Sroka, uuua*,
Chce zdobyć niebo, i gwiazdy, i ciebie, eee**,
Człowiek Sroka, uuua.
To Voldemort, Czarny Pan
Uważaj na siebie!
To Voldemort, Czarny Pan
On zahipnotyzować może ciebie!
A gdzie się podziało stylowe "jea"?
Voldek je skradł...
*UUUA - skrót od Unijna Ustawa Uśmiechu Aua
**EEE - onomatopeja sugerująca, że osoba mówiąca czuje się zagubiona, zdezorientowana i nie wie co powiedzieć. Stosowana zwykle przez polityków, ale również przez piosenkarzy, którzy nie mogą znaleźć rymu do jakiegoś słowa. Oraz mogłaby być stosowana przez piłkarzy.
Piosenka została zakończona żałosnym skowytem Cariny:
Oni nic, tylko wyją i skowyczą. Wilkołaki?
Leśne elfy! Mamusia, będąc w ciąży, z zamiłowaniem słuchała wycia wilków.
– No nie, dość, dość! Jeszcze gorzej!
– No co? Cała prawda o cudnym dziedzicu Salazara. A ostatnio JAKOŚ udało mu się załapać hipnozę. Wiecie, co myślę o jego metodzie? Doskonała. Najlepsza. Obiecująca!!!
Widziałam porównania Voldka do różnych rzeczy, ale sroki jeszcze nie było.
– Też tak twierdzę. Pamiętasz, co ostatnio widzieliśmy w TVN? Oni to dopiero mają metody na pranie mózgów…
Nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich Godryk Gryffindor. Był całkowicie ubrany,
Avia, pamiętaj, aby uważnie wypatrywać Płomienia niekompletnie ubranego. Chciałabym wiedzieć komu zwinął ciuchy Tom Straszliwy...
Choć niegdysiejszy posiadacz ubrania może go już nie potrzebować- chować powinno się w specjalnym, ceremonialnym stroju.
i wyglądało na to, że pobudka o szóstej rano to dla niego stan naturalny.
– Już się obudziliście? Czemu tak szybko?
Może dlatego, że ktoś bardzo głośno wył? Ale co ja tam wiem.
Godryk się uodpornił przez te lata.
– Jak widzisz, obudziliśmy się.
Sam zdążył to zauważyć...
A przy okazji mój głupi brat zdążył obudzić również ciebie – rzekła Carina.
– A czemu tak szybko zniknął cały zapas miodu, nie wiemy – podjął rozmowę Tom – mamy takie same napisy na Znakach.
– Jeśli już o tym mowa – Godryk utkwił wzrok w Tomie – zmień piosenkę na pobudkę.
A mowa jest o Znakach.
On ucieka od odpowiedzi!
Ta już jest MOCNO przereklamowana.
Warto zapamiętać. Piosenki, kosmetyki, środki czyszczące stają się przereklamowane w chwili, gdy ich używanie staje się rutyną. Do Wielkiej Księgi Mądrości Pisaneczek, proszę.
Wierz mi, pobudka przez idiotyzmy, jakie wrzeszczysz dzień i noc nie jest przyjemna. Nawet szpieg ci to powie.
– Jaki szpieg? – Wtrącił się do rozmowy Harry.
– Jedyny Płomień w szeregach Voldemorta – powiedział Godryk – może kiedyś z nim porozmawiasz.
Znając życie tym szpiegiem będzie Voldemort, bo przecież wszyscy potężni czarodzieje wg kanonu muszą być po stronie dobra.
Albo Nagini.
– Na pewno jest po NASZEJ stronie? Nie znam go, ale wszyscy, którzy nie są mną, zawsze popełniają błędy, więc muszę sam zatroszczyć się o bezpieczeństwo naszej bazy.
– Tak. Inaczej nie mógłby tutaj żyć. Wyrzuty sumienia by go wykończyły. To jak, zmienisz piosenkę, czy mam pomyśleć o zatyczkach do uszu? – Zmienił temat Gryffindor.
Co za groźba!
Knebel i konfiskata gitary byłyby lepsze. Albo dźwiękoszczelne ściany.
– Dobrze wiesz, że zatyczki ci nie pomoże. Jak walnę na maksa…
Analizatorki tu nic nie poradzi.
– To rozwalisz cały zamek. Nie wiem, co temu Jestem-Mistrzem-Umysłu
Rany! *wachlując się plikiem kartek* Ile tu tych mistrzów, magów i władców żywiołów!
strzeliło do głowy, żeby dać ci gitarę, w dodatku obłożoną kilkoma mocnymi zaklęciami, w sam raz do twoich potrzeb destrukcji otoczenia.
Zabierz mu ją i po sprawie.
– No cóż… Zresztą wiesz, że bez gitary też bym sobie poradził. Jednak ona bardzo polepsza efekt.
Co za bezczelny, impertynencki, nieposłuszny szczeniak!
– Zmienisz piosenkę!?
– No dobra. Będzie coś ekstra i nowego! Uszy ci od tego spuchną nieznający się na muzyce prostaku!
– Już się boję. Okej. Dzisiaj jest niedziela, więc macie wolne. Jutro zaczynacie naukę. Co z tego, że już kiedyś zaczęliście. Zaczniecie drugi raz. Najpierw Magia Umysłu, żeby Harry mógł utrzymać Bractwo w tajemnicy.
Ale będzie czas na wszystko. Imprezy, grille, randki…
– Dobra, już nie miel tym językiem. Pójdziesz z nami na stadion? – Zapytała Carina.
Kompletny brak szacunku dla starszych. Powinni się uczyć od Harry'ego, on mógł słuchać Godryka przez dwa dni!
– Jeśli Slytherin pójdzie…
– Poważnie w to wątpię. Pewnie znów siedzi po uszy w tych swoich genealogach.
W genealogach? Czy genealog to nie jest przypadkiem... Nieważne.
– Byłoby nieźle. Cześć!
Godryk wyszedł, a Tom złapał za gitarę. Carina wyrwała mu ją z ręki.
– Nie, kochany bracie. Jemy śniadanie i idziemy potrenować quidditcha.
– Ładny jest ten wasz stadion? – Zapytał się Harry.
Jak każda blondynka, Harry kieruje się w życiu wrażeniami estetycznymi.
– Tak. Jest nawet lepszy, niż ten do Mistrzostw Świata. Zresztą, jest niewiele rzeczy, których nie mają Płomienie.
O nie! Marysuizm dotknął również siedzibę Bractwa!
Żyjemy lepiej niż ten król Midas z mugolskich bajek, nie sądzisz?
Jacy wyedukowani w kulturze mugolskiej.
Zapomnieli tylko o tym, że gościu nie potrafił zmieniać rzeczy w szkarłat...
Temu Harry musiał przyznać rację. Tutaj wszystko wprost kapało od złota i rubinów. Zobaczył więcej wspaniałości, niż wcześniej w całym swoim życiu. A był tu niecałe dwa dni. Ale mimo ostrości i jednostajności kolorów było mu tutaj dobrze. To miejsce aż po brzegi wypełniała nieziemska energia, siła i moc, którą Harry po inicjacji zaczął czuć również w sobie. Wiedział już, że to miejsce będzie jego domem. Na zawsze.
Tu przydałby się kolejny wisielczy żart o bliskim końcu, ale mi się nie chce...
– Gdzie jest ten stadion?
– W Złotych Ogrodach. Nawet my nie wiemy, co gdzie w nich jest. Zdaje się, że znamy ich tylko niewielką część. One chyba nie mają końca…
Tyle miejsca na groby... Panny Brwester byłyby zachwycone takim ogródkiem... Albo chociaż piwniczką o zbliżonych rozmiarach.
– Owszem, nie mają – powiedział Harry – Godryk mi mówił.
– To co, jemy to śniadanie? – Przerwał im Tom – Harry, co zamawiasz?
– CO ZAMAWIAM!? JAK MOŻNA TEGO NIE WIEDZIEĆ?! ZEJDŹ MI Z OCZU TY NĘDZNY ROBAKU!!!
– Obojętnie, gdzie jesteś na terenie Kwatery, wystarczy, że wymówisz nazwę jakiegoś dania, a zmaterializuje się ono przed tobą. Można zamawiać wszystkie dania świata!
A więc rozwiązanie problemu głodu na świecie jest takie proste? Teraz Harry na pewno poprosi o mnóstwo chleba, teleportuje się do Afryki i będzie rozdawał go dzieciom...
– Yy… Fajnie. To ja poproszę jajecznicę. –
Zawiodłam się na nim.
Na stoliku przed Harrym zmaterializowała się jajecznica na złotym talerzyku. Sztućce też były złote, a serwetki szkarłatne ( jak wszystko w tym zamku ).
Carina zamówiła tosty, a Tom chleb z pomidorem, gdyż był na diecie. Zaczął podziwiać pokaźnego pomidora na jednej z kanapek, a po chwili rzekł:
– Wyobraźcie sobie Slytherina z pomidorem w jednej z dziurek od nosa…
Ten cały Tom ma dziwną wyobraźnię.
Tu aż się prosi wstawić jakieś przerobione zdjęcie, ale nie pozbawimy Was tej jakże wspaniałej okazji do sprawdzenia swojej wyobraźni w tak karkołomnym wyzwaniu.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Harry zakrztusił się jajecznicą.
Niezły ten Harry. Najpierw wybuchł, a później się zakrztusił się jajecznicą, którą wciąż miał w buzi..
Może najpierw się zaśmiał, wziął kęs jajecznicy, a później uświadomił sobie, że ten żart był nieśmieszny.
W tym momencie drzwi się otworzyły, i do pokoju wszedł nie kto inny, tylko Salazar. Carina wybałuszyła na niego oczy nerwowo powstrzymując chichot.
– Coś ci się stało, Carina? – Zapytał Salazar, siadając w ostatnim wolnym fotelu.
Ponieważ obłąkańczy śmiech pozostałych ucichł, jak nożem uciął.
– N-nic… hi,hi…
– I tak się dowiem. Twój brat mi wszystko wyśpiewa, jak to ma w zwyczaju.
Slytherin spojrzał jej głęboko w oczy, a Harry natychmiast się domyślił, co zamierza zrobić.
Wyznać jej miłość? Pocałować?
Nie minęła sekunda, a jego podejrzenia się potwierdziły.
Już nigdy nie dowiemy się jakie podejrzenia. Czytelnik ma dowolność interpretacji.
– Rzeczywiście, ciekawy widoczek. Ale ja bym radził wyobrazić tak sobie szpiega.
Czyżby "szpieg" był kryptonimem operacyjnym? Na cytrynowe dropsy Dumbledore'a, wszak Harry jest już członkiem Bractwa, mogliby go wtajemniczyć!
Carina i Tom zaczęli się śmiać jak opętani.
Ej, przecież ten szpieg się dla was poświęca, a wy co? Tylko sobie z niego żarty stroicie.
– Że też sam na to nie wpadłem – wydusił Tom, kiedy już się trochę uspokoił, po czym dodał:
– Masz do nas jakiś interes, czy przylazłeś pogadać?
Konwersacja z wami jest tak interesująca, że z pewnością to drugie...
– Mam interes. NIE będę z wami trenował. Ale z chęcią pójdę z wami na stadion, żeby zobaczyć, czy dziedzic Godryka lata tak jak on. Jakże mógłbym ominąć takie widowisko.
– A twoi genealodzy? Pewnie się im nudzi bez ciebie…
– World i Godryk też pójdą. Moglibyście z łaski swojej skończyć śniadanie? Ja już zjadłem dwie godziny temu.
*roztrzęsionym głosem* On. W weekend. Wstaje. O 4.00 RANO?!
A przed śniadaniem odmawia godzinną modlitwę, klęcząc na grochu. A kładzie się spać o 20.
Dokończyli posiłek w kłopotliwym milczeniu. Gdy talerze znikły,
Czy te talerze nie mogą zrozumieć, że czasownik "zniknąć" odmienia się w ten sposób; zniknęłam, zniknąłeś, zniknęły? Zachowują się jak ta królowa.
przyszli obaj Gryffindorowie.
– To jak, idziemy? – Zapytał wesoło World.
– Jasne. Chodźcie – rzekł Tom.
Odwrócił się i ruszył, od razu wchodząc w stojącą w drzwiach grobową deskę.
Jak widać koniec nadszedł szybciej, niż się wszyscy spodziewaliśmy, ekhu, ekhu. Następna analiza w kwietniu!