Zaczniemy od opowiadania o najbardziej (chyba) znanym w internecie czarodzieju.
Blog: http://hp-i-ph.blog.onet.pl/2006/10/17/rozdzial-iv-inicjacja/
Godryk siedział przez parę sekund cicho. Harry postanowił się odezwać, bo pomimo tylu informacji nadal zżerała go ciekawość. A paplania swojego przodka mógłby słuchać przez dwa dni, i wcale by mu się nie znudziło.
Miał przecież najnowszą wersję Angry Birds na telefonie.
I trzy zapasowe baterie w kieszeni.
– Na czym polega przystąpienie?
– Co? Inicjacja! O rany! Przecież ja miałem o tym na zajęciach z pirotechniki! Więc, na początek, rzecz najważniejsza. Znakiem Bractwa Płomienia jest płomień na tle spirali, co jest wręcz tak istotne dla fabuły, że tę informację muszę ci podać w pierwszej kolejności. Zobacz.
Nadal nie wiemy co to inicjacja, ale wiemy o Znaku. Uwielbiam ludzi tłumaczących od końca.
Może powinnaś wytłumaczenia szukać w tym niekończącym się potoku zbędnych przecinków?
Gryffindor podwinął rękaw szaty. Na jego prawym przedramieniu widniał złoty znak Bractwa, zaś nad znakiem widniał napis:
Razem ze swym bratem potężnym będzie
Tylko kto?
Pod nim był jakby dalszy ciąg tekstu:
Lecz im większa przyjaźń Piątki, tym większa moc będzie
Bez rymów nie ma przesłania i nie jest prawdziwe
Także Zapomniany Podmiot nareszcie przybędzie
A przeraźliwy Pożeracz Przecinków nie nadejdzie...
– Każdy Płomień ma na swoim znaku jakiś napis. Może to być jakieś przysłowie, proste stwierdzenie jak "woda jest mokra" bądź przeznaczenie danego człowieka lub tego, co jest mu bliskie jak "twój komputer zaraz się zresetuje". Jest to ulepszona wersja Mrocznego Znaku. Następna aktualizacja będzie w kwietniu. Każdy Płomień może wezwać lub przekazać jakieś informacje całemu Bractwu bądź kilku osobom.
Sąsiadce z prośbą o nakarmienie kota i podlanie kwiatków, przesłać życzenia świąteczne...
Częściej korzysta się z tego drugiego. Kiedy ktoś cię wzywa, albo przesyła wiadomość, Znak robi się ognistoczerwony i zaczyna piec. Żeby kogoś wezwać, wystarczy nacisnąć Znak, przytrzymać przez pięć sekund, a następnie wybrać numer wewnętrzny danej osoby i pomyśleć o tym kimś. Jednak, by zmienić napisy, trzeba znać tajny PIN do którego dostęp można uzyskać w Salonie Magicznej Sieci w dniach 30-31 luty oraz magię bezróżdżkową. Będziemy się tego uczyć. O magii "bezróżdżkowej" dowiesz się później. O tym, po co zmieniać napisy też. Kiedy indziej poćwiczymy posługiwanie się Znakiem. Hmmm… To może ja dla pokazu przywołam Slytherina? Chcesz? Harry kiwnął głową.
Cały czas czytam "magia bezmóżdżkowa"...
Bardzo go ciekawiło, jak Płomienie wzywają się nawzajem.
Bo Godrykowi na słowo nie wierzył, potrzebował namacalnego dowodu.
Godryk prędko przesunął lewą ręką po Znaku. Nie minęły nawet trzy sekundy, kiedy drzwi otworzyły się z trzaskiem.
Jakie drzwi?
Slytherin podszedł do nich zamaszystym krokiem.
A ten tu skąd?
Pewnie czekał za tymi drzwiami.
– Czego chcesz, Gryfon? Wiesz, że nienawidzę tego uczucia – wskazał na swoje prawe przedramię.
– Z powodu twojego przygłupiego dziedzica? – Zaśmiał się Gryffindor – Po prostu chciałem pokazać Harry`emu, jak się przyzywa za pomocą Znaku. Nie ze złośliwości, naprawdę.
– Acha – Ślizgon rozsiadł się w jednym z wolnych foteli – wytłumaczyłeś mu, jak będzie wyglądał przydział?
– Jeszcze nie.
– Znowu rozgadałeś się o czymś innym?
– Yy…
– Tak myślałem. Lepiej się pośpiesz z tymi przygotowaniami, bo zaczyna się za godzinę.
Podoba mi się ten Slytherin. Bezzwłocznie uciął tą porywającą paplaninę o tatuażach i komunikowaniu się przy ich pomocy.
– Co trzeba robić podczas tego przystąpienia? – Zapytał Harry.
– Na rozkaz królowej pszczół stajesz na środku specjalnie oznaczonego miodem kręgu. Reszta zrobi się sama.
I WSZYSTKO stało się jasne.
I moim zdaniem, lepiej, żebyś dopiero w trakcie dowiedział się, co się będzie dzialo. Jeszcze byłbyś przygotowany, na to co cię czeka – Powiedział krótko Salazar."Lepiej żeby chłopak nie miał uczulenia na pszczeli jad..." pomyślał z lekką dozą niepokoju. Ale zaraz przypomniał sobie o znalezionym niedawno zaklęciu na uczulenia, którego ze względy na brak zaufania do autora jeszcze nie wypróbował.
– Bardzo podnosisz na duchu alergików. Wielkie dzięki – odparł zgryźliwie Harry.
Ale… Sam ze zdziwieniem stwierdził, że:
Chyba coś mnie ominęło... Jaki Sam?
po pierwsze: prawie przestał się dziwić i obawiać tego miejsca, po drugie: ma zaufanie do znajdujących się tu osób, i… Chyba polubił Slytherina. Ron najprawdopodobniej by stwierdził, że to najczystszy obłęd. A on sam…
Ba! Gdyby tylko obłęd. To jest rozdwojenie jaźni połączone z halucynacjami.
– Halo! Świat rzeczywisty do Harry`ego!
Bardzo rzeczywisty ten świat
Jesteś nadal z nami? – Zapytał Godryk, gwałtownie machając chłopakowi ręką przed oczami. Zastanawiał się, czy wspomnieć już młodemu czarodziejowi, że ma okropną opuchliznę na twarzy, czy też poczekać jeszcze trochę. Slytherin zaśmiał się cicho. Harry natychmiast się ocknął.
– Dlaczego czuję coraz mniej zdziwienia i przerażenia?
– Dobre pytanie. To zupenie normalne. Po prostu jesteś przeznaczony do tego, by być Płomieniem. Kwatera Główna jest twoim prawdziwym domem. Po inicjacji to uczucie jeszcze się wzmocni. Poza tym, czujesz tę moc Tysiąca Pasiek?
Harry zastanowił się przez chwilę i kiwnął głową. Rzeczywiście, zewsząd emanowała magia, dużo większa, niż w Hogwarcie. Intensywna woń miodu otaczała go. Ale był tak pochłonięty czym innym, że tego nie zauważył, gdyż nie miał w nawyku wąchać powietrza wokół siebie.
– Ludzie, którzy tu nie pasują tzn. nie mają czarno-żółtych pasów, bądź mają za małą moc, popadają w obłęd. Ty też w końcu byś zwariował bez Znaku. Czyli Znak, oprócz posiadania funkcji komunikacyjnych, chroni przed obłędem. Dlatego szybka inicjacja jest tak ważna. Tylko nieliczni mogą tutaj żyć bez niej. Dlatego sprowadziliśmy Cię tu trochę wcześniej, żeby wypróbować czy Ci zbyt szybko nie odbije. Razem z tobą przejdą inicjację dwa osobniki tego rodzaju prymitywnych ssaków. Osobniki. Hmm... Jeden wombat i nie do końca oszalała wiewiórka? Pójźniej ci ich przedstawię, przed Salą Ceremonialną, która jest czasem i miejscem.
– Godryk, jest jeszcze coś… – Mruknął Salazar. - On musi wcześniej wyrazić pisemną zgodę na eksperymenty i do tego zaświadczyć, że nie jest na nic uczulony...
– O rany! Na śmierć zapomniałem! – Gryffindor walnął się ręką w czoło, po czym zwrócił się do Harry`ego
– Gdybyś się… Uhm… Obudzi(ł)sz…
Napięcie wzrasta...
– Co?!
– Tylko bez paniki! Każdy po uwolnieniu mocy mdleje na mniej więcej dwa dni. To nic poważnego. No to… Kiedy
Czytaj "Jeśli"
się obudzisz, choć możesz się nie obudzić, na uczcie, która jest z okazji czyjegoś przystąpienia, dostaniesz nową różdżkę. Są z takiego samego tworzywa,
Kto?
Takiego samego jak co?
ale na każdej runami jest napisane coś innego. I tylko właściciel może odczytać napis, nawet, jeśli nie zna pisma runicznego.
Magia, drodzy państwo, magia.
Ale tutaj nauczysz się wszystkiego… Łącznie ze sztuką notorycznego gubienia podmiotów!
Gryffindor wyciągnął swoją różdżkę i podał ją Harry`emu. Była cała złota, lecz dziwnie lekka.
Ha! Podróbka, od razu widać.
Harry nigdzie nie zauważył, ani nie wyczuł nawet śladu run, co go zdziwiło, gdyż zwykle miały mocny, lipowy zapach.
– Gdzie są… moje okulary?
– Tylko ja je widzę. Na mojej jest…
Widzę to tak: - Widzisz? Na tej różdżce są runy. Nie widzisz ich, ale tam są, tylko ja je widzę i mogę odczytać. Ale one naprawdę tam są.
Naprawdę!
– Godryk, musimy już iść przygotować stypę! – Zawołał Slytherin, zerkając na wielki szkarłatno-złoty zegar. Obaj zerwali się na równe nogi.
– Harry, w szafie, w sypialni masz odpowiednie szaty. Idź prędko się przebierz.
Chłopak otworzył drzwi od sypialni i wszedł do środka. Tu też wszystko było w kolorach szkarłatno-złotych. Było też okno z szkarłatno-złotymi witrażami, i prawdopodobnie taras,
Zamiast ściany, oczywiście.
ale Harry stwierdził, że później to wszystko obejrzy. Prędko podszedł do szafy i zajrzał do środka. Wszystkie szaty były takie same, jakie mieli Godryk i World. Na plecach miały wyszyte złotą nicią godła Gryffindoru na tle spirali. Było aż nazbyt oczywiste, że to dlatego, iż był ich potomkiem, a w dodatku miał zostać Płomieniem.
Ja jestem potomkinią średniowiecznych rycerzy, a nie noszę jakoś stalowej zbroi... Avia, czyżby mnie ominęła jakaś ważna lekcje savoir-vivre?
Jak wydziergasz z drutu kolczugę, to będziesz mogła sobie nosić.
Harry przebrał się szybko i zerknął w wielkie złote lustro. Aż mu dech zaparło.
Ach... ten nasz skromny bohater...
Nie przeglądał się w lustrze od ładnych paru miesięcy.
Miał wielki uraz do luster, odkąd ktoś "przez przypadek" zaczarował lustro w łazience tak, aby pokazywało przeglądającym się skradającego się dementora.
Nie wiedział, że aż tak się zmienił. Wydoroślał i wyprzystojniał, aż dziwił się, że dziewczyny nie piszczą na jego widok. Gdyby jeszcze mógł się pozbyć tych dziecinnych okularków, byłoby ekstra. Niestety soczewki były nadal uznawane za niemodny, mugolski dodatek, a medycyna magiczna nadal pracowała nad zaklęciem leczącym wady wzroku.
A te szaty… Czy na każdym wyglądały tak wspaniale? Z tego, co na razie widział, to tak.
Bo widział je aż na trzech osobach!
W Hogwarcie nie włożyłby takiej nawet pod imperiusem, ale tutaj…
Tutaj nie musiał przejmować się opinią.
Były chyba zaczarowane. Wyglądało się w nich po prostu super. Do tego były bardzo wygodne.
Cóż, wydawało mi się, że w tej tonacji barw były także stroje do quidditcha... Czyżby usiłował nam coś dyskretnie przekazać?Nie przeglądał się w lustrze od ładnych paru miesięcy.
Miał wielki uraz do luster, odkąd ktoś "przez przypadek" zaczarował lustro w łazience tak, aby pokazywało przeglądającym się skradającego się dementora.
Nie wiedział, że aż tak się zmienił. Wydoroślał i wyprzystojniał, aż dziwił się, że dziewczyny nie piszczą na jego widok. Gdyby jeszcze mógł się pozbyć tych dziecinnych okularków, byłoby ekstra. Niestety soczewki były nadal uznawane za niemodny, mugolski dodatek, a medycyna magiczna nadal pracowała nad zaklęciem leczącym wady wzroku.
A te szaty… Czy na każdym wyglądały tak wspaniale? Z tego, co na razie widział, to tak.
Bo widział je aż na trzech osobach!
W Hogwarcie nie włożyłby takiej nawet pod imperiusem, ale tutaj…
Tutaj nie musiał przejmować się opinią.
Były chyba zaczarowane. Wyglądało się w nich po prostu super. Do tego były bardzo wygodne.
Harry wyszedł z sypialni i podszedł do Salazara i Godryka, którzy przerwali swoje przygotowania, żeby na niego popatrzeć. Godryk obejrzał go ze wszystkich stron.
– Okej. Idziemy. Taki strój będzie cię tutaj obowiązywał. - rzekł zdawkowo, ledwo tłumiąc w sobie zazdrość.
– Fajnie. Wyszli na korytarz i podążyli do drzwi prowadzących do Sali Ceremonialnej. Pod salą stali chłopak i dziewczyna. Oboje byli ubrani w ognistoczerwone szaty ze złotym znakiem Bractwa Płomienia na plecach. Wyglądali na rodzeństwo.
Ciekawe dlaczego...
Oboje mieli ostre rysy twarzy, lodowoniebieskie oczy i całkowicie białe, błyszczące jak śnieg na słońcu włosy. Dziewczyna miała je do pasa, związane w koński ogon.
Harry zaczyna widzieć tyły osób stojących do niego przodem... Czy to nie podpada pod początki obłędu?
Śnieg na Słońcu to musi być dopiero hit! Może to taki eufemizm, bo narrator nie chce powiedzieć wprost, że oni są łysi...
Mi to bardziej wygląda na wodę.
Przeźroczyste włosy i łysinę dzieli tylko cienka granica ludzkiej wyobraźni...
Natomiast chłopak takiej długości, jak Harry, z tą różnicą, że on
Który on? Kto on?
nie miał najmniejszego kłopotu z ułożeniem ich tak, jak chciał.
A może właśnie chciał mieć taką fryzurę jak słynny Harry Potter, ale nie mógł jej osiągnąć bez użycia żelu?
Oboje byli szczupli i mieli ciemną karnację.
Tajemniczy chłopak i Harry, oczywiście.
– Cześć! Czy moglibyśmy w końcu poznać Harry`ego? – Zapytał chłopak – czekaliśmy na to i na przystąpienie ładnych parę lat.
Gryffindor obrzucił chłopaka uważnym spojrzeniem swoich szkarłatno-złotych oczu.
–
Chłopak tylko wyszczerzył się jeszcze bardziej.
Jeszcze bardziej niż co?
– Mnie tam się ono podoba, bo nie jest moje i mogę się z tego śmiać – rzekła wesoło dziewczyna.
Wyciągnęła rękę do Harry`ego – jestem Carina Raven.
Może on ma na imię Zabiję-Harry'ego-Pottera-Przy-Pierwszej-Okazji?
Albo Uważam-Że-Okrągłe-Okularki-Są-Fajne?
Harry uścisnął jej rękę i sam się przedstawił, chociaż dobrze wiedział, że jest to bezcelowe, gdyż i tak nie zapamięta jego pospolitego imienia, po czym spojrzał ciekawie na chłopaka, zastanawiając się, o co mu może chodzić.
Może imię Adolf?!
Po chwili się dowiedział, ponieważ chłopak uścisnął mu rękę i powiedział:
– Jestem Tom Raven.
CO!? Tomek to ma być straszne imię? Już nawet Lily jest straszniejsza...
Jeszcze bym zrozumiała Tom Riddle Junior...
Oszołomiony Harry zaczął się zastanawiać, ile jeszcze sensacji (te wyścigi, te wybuchy) go tutaj czeka, ale nie zdążył zemdleć z wrażenia, bo właśnie w tym momencie drzwi do sali otworzyły się, ukazując kolejne złota i czerwienie.
Kto by pomyślał!
Nieco z boku był ogrodzony murkiem okrąg, z dziwnymi symbolami, z których tylko środkowy i największy Harry rozpoznał: Znak Płomienia.
Symbole były na murku czy w kręgu?
Kiedy spojrzał na drugi koniec sali, ujrzał tam mały tłumek ludzi w ognistoczerwonych szatach.
Mały tłumek to coś w stylu dużej garści ludzi?
To 1/16 tłumu.
– To pewnie są inni członkowie Bractwa – pomyślał.
Jak on na to wpadł?!
W tej chwili do sali weszły dwie kobiety. Sądząc po kolorach ich szat, były to Hufflepuff i Ravenclaw. Były młode i bardzo ładne.
Jak przystało na pozytywne bohaterki.
Stanęły razem z Godrykiem i Salazarem przed okręgiem, tworząc kwadrat. Z tłumu wyłoniła się królowa. Harry zauważył, że wszyscy mieli wyciągnięte różdżki.
Jak następnym razem spotkacie dwie młode kobiety, które nie będą ubrane w szkarłatno-złote barwy, wiedzcie, że macie styczność z Huffelepuff i Ravenclaw.
Jeśli będą ładne, oczywiście.
– Pierwszy Harry. Proszę cię – zwróciła się do chłopaka – stań na środku okręgu, bądź kwadratu, jak kto woli.
Chyba jest tu więcej Harrych,,,
Harry podszedł do murka, który zwyczajnie się przed nim rozpłynął. Z irytacją pomyślał, że akurat na jego inicjację mogliby sprowadzić miód lepszej jakości, a nie jakiś rozcieńczony substytut. Stojąc na Znaku zdążył jeszcze usłyszeć głos królowej (czyt. bzyczenie):– Najpotężniejsze zaklęcia ochronne, jakie znacie, rzućcie w tej chwili na żyrandol. To może być mocne, a mam dość kolejnych wizyt w IKEI. Za następne potrącam z pensji.
W następnej chwili chłopak został pochłonięty przez czerwono-złoty wir.
Halucynacje się zaczęły.
Poczuł niesamowite szczęście i rozluźnienie. Nagle usłyszał głos Yody z "Gwiezdnych Wojen" :
– Żeby zostać członkiem Bractwa Płomienia, musisz złożyć przysięgę. Jeśli ją złamiesz, zginiesz w męczarniach bez możliwości powrotu z zaświatów.
- Ale umrę tak na poważnie?!
- Niestety śmierć jest procesem nieodwracalnym, w większości przypadków. Dawniej to było oczywiste, a dziś? Czy jesteś gotów?
– Tak.
– Czy przysięgasz nie zdradzić naszych tajemnic komuś niepowołanemu, choćby za cenę życia?
– Przysięgam.
– No to jesteś w Bractwie! Przybij piątkę! Uwolnij swą moc! Nikt ci nie wytłumaczył jak, ale to zrób!
Przez ułamek sekundy Harry czuł niewyobrażalny ból, gorszy niż tysiąc cruciatusów jednocześnie. Wir się uspokoił, po kilku sekundach opadła złoto-czerwona mgiełka
Taka z brokatu.
Żyrandol wyglądał na cały w przeciwieństwie do małego tłumku czarodziejów, którzy jakby wyparowali.
Zostały po nich niewielkie kupki kolorowego brokatu.
Natychmiast podbiegł do niego World, który od pensji bardziej cenił własne życie.
– Żyjesz?
– Nie.Tak.
– Jak to się stało, że nie zemdlałeś?
– Skoro umarłem, to jak miałem zemdleć?! Skąd mam to wiedzieć?
– Nie jest ci słabo?
– Nie. Wręcz przeciwnie… Czuję się tak... lekko... O! Czy to ja przenikam przez ciebie, czy na odwrót?
– No to… Chyba Arlena da ci nową różdżkę już teraz.
Podeszli do osłupiałej królowej. Ta opamiętała się dopiero wtedy, kiedy World ją szturchnął,
– Poczekaj, Harry, zaraz przyniosę.
Znikła na kilka sekund, a kiedy znowu się pojawiła, trzymała szkarłatną aksamitną poduszkę, na której leżała złota różdżka.
Bo prawdziwa monarchini przecież nigdy by nie zniknęła ot tak, to byłoby przecież (nie)poprawne (politycznie) gramatycznie.
– Nie cierpię zbędnych ceremoniałów. Różdżko! Bierz go!
Harry wziął różdżkę. Gdy tylko jej dotknął, poczuł się tak, jakby on i ta różdżka stanowili jedność. Powodem tego mogła być warstwa miodu na tej
złotej różdżce (ach, to bogactwo opkowych barw).
I od razu wiedział, że za jej pomocą dokona wielkich rzeczy. Dużo większych, niż tym patykiem z piórem feniksa… Z tą różdżką czuł, że ma moc. Wielką. Przyjrzał jej się. Widniał na niej złoty napis, nieco koślawy, bo przecież moc nawet wielka, nie jest zbyt wygodną powierzchnią do pisania:
Jam jest narzędzie Mocy
Jam jest bardziej przydatna nawet od procy
Ze mną nikt Ci nie podskoczy!
– No dobra. Ja muszę dalej prowadzić tą uroczystość – powiedziała królowa. - A miałam nadzieję, że będę mogła w końcu trochę wrzucić na luz na jego stypie. Już nie można polegać na ludziach, zawsze odwalą jakiś numer.
– World, bądź tak miły i… załatw to w inny sposób. Tylko pamiętaj, że sprzątaczka ostatnio znowu się żaliła na te trudne do zmycia plamy na podłogach.
– Dobra, dobra. Harry, chodźmy do twoich kwater, bo nielegalnie mam pokój zrobiony na szaro, a wiesz jak beznadziejnie schodzi krew ze ścian. Tobie to i tak nie zrobi różnicy.
Kiedy wychodzili, usłyszeli głos królowej:
– Carina Raven!
Zaraz, ale dlaczego nie Drugi Harry? Chyba była jakaś ustalona kolejność! Drugi i Trzeci Harry spokojnie czekają, aż ogrodnik wykopie odpowiedni rów. Teraz ci nieboszczycy są tacy wybredni. Temu za ciasno, ten nie lubi towarzystwa, a inni żądają trumien z materiałów niesyntetycznych.
Bezczelność!
Harry zdążył jeszcze zobaczyć, jak dziewczyna maszeruje raźno w stronę murka. Przeszli w milczeniu korytarz i rozsiedli się w fotelach.
– Nieźle uwolniłeś moc. Tak delikatnie i subtelnie. Twój styl jest perfekcyjny. Aż się zamek zatrząsł od plotek, mimo zaklęć ochronnych – zagadnął World – pokaż stempelek pocztowy.
– Co? To ja już go mam? – Zdziwił się Harry.
– No jasne. Przeszedłeś inicjację, to masz, nie? Nie wspominałem, że od teraz będziesz musiał pracować na poczcie na cztery etaty? A to gapa ze mnie!
Chłopak podciągnął rękaw prawej ręki. Rzeczywiście. Na górze był napis:
Wybraniec, wiele mitów obali
I wszelkie nadzieje nasze w panewce spali
A na dole:
A czy wygra, to Czas pokaże, gdy się okaże, że wszystkie bilety wyprzedali
Bo kto inny może dostać tą gażę.
A wy będziecie musieli nosić innym bagaże.
– No nieźle. To ci dopiero zagadka. Zwykle są tam teksty Yody, a tu proszę... Co masz na różdżce?Harry wyrecytował mu tekst.
– O ile na różdżce jest dość normalny rysunek Kubusia Puchatka objadającego się miodem, to czegoś takiego jak twój nos w życiu nie widziałem. Ale Czas
Kolejna postać którą przegapiłam?
pokaże…
– Co będę robił jutro?
– Hmm… No jak to co?! Zaczynasz pracę przy stemplowaniu cudzych rąk! Masz się uczyć na równi z Cariną i Tomem, ale oni od dziecka są tutaj, więc ich stan psychiczny jest różny, a i zdołali wyżebrać kilka dodatkowych lekcji, więc umieją dużo więcej, niż ty. No i mają bardzo dużą wiedzę teoretyczną, mimo, że nie mieli własnych bibliotek. Ja za to miałem i wyobraź sobie, że przez całą szkołę zbijałem bąki, bo posiadanie księgozbioru jest przecież równoznaczne z posiadaniem wiedzy. Ale jutro w naszym czasie jest niedziela. Może pójdziemy polatać? Ubrani w odświętne szkarłatno-złote szaty haftowane w lwy i płomienie?
– Oooch, chętnie! Macie tu stadion?
– A i owszem. Chcę się przekonać na żywo, czy rzeczywiście tak świetnie latasz. W rodzinie Gryffindorów jest to dziedziczne. A teraz dobranoc.
– Ale… Ja umiem grać w quidditcha tylko, kiedy jestem pod Imperiusem!
World wyszedł, zostawiając Harry`ego samego w domu. Chłopak zatarł ręce i poszedł do sypialni, postanawiając pobawić się w Kevina i odłożyć zwiedzanie na dzień następny. Podejrzewał, że noc byłaby automatycznie zarwana.
Gdyby co?
Gdyby nie odkrył, że nikt nie szykuje się do włamania do jego pokoju.
Z jednej strony łóżka stała szafa, z drugiej były jeszcze jedne drzwi, poza tym w pokoju nie było nic więcej a ściany były bezbarwne.
Jak to? Były przecież całe szkarłatno-złote! To oczywiste, autorka nie musi już o tym mówić.
Harry otworzył je, i ujrzał najwspanialszą łazienkę, jaką widział w życiu, włączając w to łazienkę prefektów w Hogwarcie. Była ogromna, zamiast wanny był basen, z kurkami takimi jak te w Hogwarcie, z tym, że było ich więcej, a basen większy.
Nawet klamka była większa, a szczoteczek do zębów więcej!
Oczywiście wszystko było w kolorach szkarłatno-złotych.
"Kolory szkarłatno-złote"? Że co?
A piana była z brokatem.
Szkarłatno-złotym...
Po kąpieli przebrał się w miękką piżamę i poszedł spać.
A czy piżama była szkarłatno-złota albo przynajmniej w lwy?
W pszczółki, moja droga. W pszczółki...
– Hmm… No jak to co?! Zaczynasz pracę przy stemplowaniu cudzych rąk! Masz się uczyć na równi z Cariną i Tomem, ale oni od dziecka są tutaj, więc ich stan psychiczny jest różny, a i zdołali wyżebrać kilka dodatkowych lekcji, więc umieją dużo więcej, niż ty. No i mają bardzo dużą wiedzę teoretyczną, mimo, że nie mieli własnych bibliotek. Ja za to miałem i wyobraź sobie, że przez całą szkołę zbijałem bąki, bo posiadanie księgozbioru jest przecież równoznaczne z posiadaniem wiedzy. Ale jutro w naszym czasie jest niedziela. Może pójdziemy polatać? Ubrani w odświętne szkarłatno-złote szaty haftowane w lwy i płomienie?
– Oooch, chętnie! Macie tu stadion?
– A i owszem. Chcę się przekonać na żywo, czy rzeczywiście tak świetnie latasz. W rodzinie Gryffindorów jest to dziedziczne. A teraz dobranoc.
– Ale… Ja umiem grać w quidditcha tylko, kiedy jestem pod Imperiusem!
World wyszedł, zostawiając Harry`ego samego w domu. Chłopak zatarł ręce i poszedł do sypialni, postanawiając pobawić się w Kevina i odłożyć zwiedzanie na dzień następny. Podejrzewał, że noc byłaby automatycznie zarwana.
Gdyby co?
Gdyby nie odkrył, że nikt nie szykuje się do włamania do jego pokoju.
Z jednej strony łóżka stała szafa, z drugiej były jeszcze jedne drzwi, poza tym w pokoju nie było nic więcej a ściany były bezbarwne.
Jak to? Były przecież całe szkarłatno-złote! To oczywiste, autorka nie musi już o tym mówić.
Harry otworzył je, i ujrzał najwspanialszą łazienkę, jaką widział w życiu, włączając w to łazienkę prefektów w Hogwarcie. Była ogromna, zamiast wanny był basen, z kurkami takimi jak te w Hogwarcie, z tym, że było ich więcej, a basen większy.
Nawet klamka była większa, a szczoteczek do zębów więcej!
Oczywiście wszystko było w kolorach szkarłatno-złotych.
"Kolory szkarłatno-złote"? Że co?
A piana była z brokatem.
Szkarłatno-złotym...
Po kąpieli przebrał się w miękką piżamę i poszedł spać.
A czy piżama była szkarłatno-złota albo przynajmniej w lwy?
W pszczółki, moja droga. W pszczółki...
Brawo, wnikliwa analiza. Wcale nie ociekam sarkazmem
OdpowiedzUsuńNie widzę powodu. Pomijając niezdrową fascynacje jeden z autorek sekretnym życiem pszczół, analiza naprawdę dobra. Made by day. Magnifique
UsuńWitam. :)
OdpowiedzUsuńNie znam sie na takich blogach, Wasz jest pierwszym tego typu jaki czytalam, ale moim zdaniem analiza wyszla dobrze c:
Post byl dosc dlugi i troche mi zajelo przeczytanie, ale to raczej zalezy od opowiadania, wiec nie narzekam. Bylo jak sie rozerwac, oderwac od powagi niektorych rzeczy.
Mam nadzieje, ze wybaczycie mi brak polskich znakow, ale pisze to w szkole, na komorce :3
Noo, coz, czekam na dalsze czesci i pozdrawiam,
Syra Cailan~