Uczciwie ostrzegamy! Podczas czytania dostawałyśmy napadów szału, histerii, rozpaczy oraz wciąż miałyśmy chęć zrobienia czegoś bolesnego pisaŻynie.
Jedynym pocieszeniem jest, że ten PRAWDZIWY Szczerbatek postanowił wspomóc nas w słusznej sprawie i użyczył nam swoich gifów. Read and cry, wiedząc, że na tej stronie jest takich opków jeszcze co najmniej kilka...
Pragniemy dodać, iż serial był przez nas bojkotowany. Po obejrzeniu paru odcinków bojkot się nasilił, a nasze mniemanie o pisaŻynie spada ruchem jednostajnie przyśpieszonym w miarę czytania jego wypocin.
Opko: http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Zwiadowca_0-6/Opowiadanie_Zwiadowcy
Wstęp:
Akcja dzieje się po fabule Jak Wytresować Smoka 1.
Wszyscy jeźdźcy mają 14 lat.
Reszta zniknęła w niewyjaśnianych okolicznościach.
Jest nowy bohater - Rafał, jest szczupły i wysoki, ma brązowe oczy i włosy. Nosi czarne spodnie i czarną koszule, zazwyczaj ma ze sobą dwa miecze przypięte do pasa, a na obu udach ma noże, oraz kusze którą nosi na plecach razem z bełtami.
Noszenie tego wszystkiego musi być trochę uciążliwe.
No co ty! Przecież on to nosi, jak zwykli bohaterowie RPG-ów. W Menu Broni.
Jest najlepszym przyjacielem Czkawki, zaraz po Szczerbatku. Jest świetnie wyszkolony w walce wręcz, oraz dobrze strzela z kuszy. Jest zaciekłym wyznawcą kultu Błędnych Przecinków. Jest również osobą z tendencją do powtórzeń.
No, z kuszy ciężko strzelać źle...
Jest nowy smok - Phantom (pl: Widmo), jest wierzchowcem Rafała. Potrafi zmieniać odcienie fioletu w zależności od terenu (tak jak kameleon).
Czyli to taki stateczny smok, poruszający się żółwim tempem? Pytam, bo kameleon potrzebuje bardzo dłuuugiej chwili, żeby zmienić kolor skóry. Chociaż tu zmienia odcienie, ale jaki sens ma smok, który w zależności od terenu może być albo ametystowy, albo wrzosowy, albo jagodowy, albo lawendowy, itp.? Wrzucamy do Worka Niepraktycznych Acz Ciekawych Umiejętności Opkowych Pohaterów.
Zieje ogniem o wysokiej temperaturze tzn. powyżej 1500 stopni w skali Delisle'a, dlatego ma niebieski odcień - jest bardzo groźny i niebezpieczny.
Polemizowałabym ze stwierdzeniem, że jest to wysoka temperatura. Po przeliczeniu na stare, dobre Celsjusze w powyższej skali to wychodzi... -900 °C. Pomijając fakt, że to temperatura niemożliwa do otrzymania, bo zerem absolutnym jest pisażyna -273.15 °C, to raczej nie jest płomień.
Wracając do smoka, jako iż pisaŻyna nie raczył nazwać rasy Phantoma, musimy zrobić to same. Avia, co powiesz na Fioleon Mrozoddech?
Znikajtek Zimnogębny?
Jest pokuj ze smokami, ale pojawi się też nowy gatunek płazińców - których nie da się wytresować.
I wy daliście się nabrać? Na "pokuj"?
Rozdział I (Legenda przy Zaćmieniu)
Domniemany tytuł rozdziału umieszczony jest w nawiasie, gdyż podkreśla to absurdalność jego treści.
Był piękny zachód słońca. Rafał zamyślony siedział na klifie (jak zwykle uzbrojony po uszy).
Mainstreamowi bohaterowie byliby uzbrojeni po zęby. Ale Rafał jest wyjątkowy. Można to też zinterpretować, że był zakochany po uszy w swoim uzbrojeniu...
Czkawka ze Stoickiem zorganizowali zebranie w twierdzy, ponieważ Śledzik mówił że dziś w nocy będzie zaćmienie księżyca, a z tym się wiąże pewna historia:
O! Śledzik zainteresował się astronomią?
200 lat temu Wandale byli potężnym plemieniem niemal tak jak Berserkowie. Tamtejszy wódz z chętnymi wikingami wypłyną zniszczyć Smocze Leże.
Znajdowali się bowiem w Trójkącie Bermudzkim i sytuacja, w której ktoś już od dawna nieżyjący zrobi coś w przyszłości, była na porządku dziennym.
W ten sam dzień w nocy było zaćmienie księżyca, trwało ono zaledwie 5 minut - tyle wystarczyło by zaatakowały Berk nieznane smoki, nie porywały one zwierząt, tylko wikingów. Po 3 dniach, po nieudanej wyprawie na Smocze Leże przypłynął wódz z towarzyszami, zastali Berk zupełnie spalone i ani jednego wikinga.
A cała masa owiec pasła się samotnie na zgliszczach?
To wychodzi na to, że z tego Stoicka to kawał zakutego łba był. Jego wyprawa na Smocze Leże trwała jakiś miesiąc.
Śledzik po wyjąkaniu tej historii cały się trząsł ze strachu.
Ja też się trzęsę. Z wściekłości na pisaŻynę.
Gdy Stoick poparł te legendę w wyborach i dodał że opowiadał mu to jego ojciec, wszyscy zamarli. - Oczywiście prócz Rafała, który myślał o "niebieskich migdałach" nad klifem.
No, nie miał raczej jak zamrzeć, wszak nie słyszał mrożącej krew w żyłach legendy, prawda Szczerbatku?
- Czkawka: To... to co robimy, tato? - zapytał Stoicka.
- Natarela: Może... Może przestańcie pojawiać się w swoich wypowiedziach?
- Sączysmark: To znaczy... że wszyscy zginiemy? Ja nie chce umierać! - krzyknął.
Spokojnie, skąd taki wniosek? W ciągu tych 200 lat to co najmniej 50 zaćmień Księżyca już było w międzyczasie. Naleciały was kiedyś jakie straszliwe smoki? Nie? Doprawdy.
- Szpadka: Ale czad.
- Mieczyk: Noo... będzie się działo. - odpowiedział podekscytowany.
Wszyscy się spojrzeli na bliźniaków jak na idiotów. XD
Natarela spojrzała na pisaŻynę, jak na idiotę.
Po prostu w tej społeczności szanuje się tylko depresyjnych realistów.
Jeszcze zobaczymy Szpadkę i Mieczyka radośnie szarżujących na jakiegoś wroga. Padną w boju, ciesząc się, iż nie wyzionęli ducha po paru latach spędzonych na umieraniu, a w chwale i powszechnym poważaniu.
- Astrid: Chwila... a gdzie Rafał?
- Natarela: Obawiam się, że został pożarty przez te smoki, o których mówiliście... - odparła znudzona.
- Czkawka: Nie wiem. Trzeba go poinformować o ataku. - wsiadł na Szczerbatka i polecieli go szukać. Ledwo co wylecieli z twierdzy to już go zauważyli nad klifem.
Rafał! - krzyknął Czkawka lądując.
A "-Czkawka:" to gdzie?
To pierwsza ofiara Klątwy Księżyca w Zaćmieniu. Przeczuwam, że następną rzeczą, która zniknie, będzie klif.
- Rafał: O co chodzi?
- Natarela: O twoje okropne maniery! Nie było cię na obowiązkowym spotkaniu
- Czkawka: Lecimy do twierdzy, po drodze ci wszystko opowiem. Albo raczej będę próbował, bo pęd powietrza skutecznie zagłuszy moją straaaszną opowieść.
Rafał wskoczył na Phantoma i polecieli na Seszele.
W twierdzy znajdował się kolejny agent bezpieki, który ukradkiem pisał raport dla pisaŻyny:
- Sączysmark: A Czkawkuś nie może wytresować tych smoków?
- Rafał: Raczej nie, przecież one zabijają wikingów, możesz ty spróbować je wytresować. Aczkolwiek nie gwarantuje że przeżyjesz. - powiedział żartobliwie.
Rafał został prawnikiem Czkawki. Ciekawe, czy oczekuje premii za zabójcze poczucie humoru?
- Rafał: To jak? Mamy jakiś plan?
- Rafał: Raczej nie, ale ty możesz spróbować wymyślić.
- Rafał: Nie mogę, jestem zajęty prowadzeniem ze sobą dialogów.
- Sączysmark: A po co nam plan? I tak wszyscy zginiemy!
W sumie... To też jest jakiś plan.
Na tyle prosty, że trudno go byłoby zepsuć. Halt approves.
- Rafał: Ech... dobrze jest, wiemy że atakuje 5 tych smoków w tym jeden dowódca, jeden porucznik, dwóch szeregowych i jeden komandos... - chciał jeszcze coś dodać ale Śledzik mu przerwał: Czekaj... a z kąt ty to wiesz?
No jak to skąd?! Z Kąta Nieskończonej Wiedzy!
- Rafał: Yyy... nieważne. - nie wiedział co odpowiedzieć.
Głupi ten Śledzik. Teraz Rafał będzie się pilnował i nie uda się od niego wyciągnąć żadnych informacji.
- Astrid: Serio? Teraz chcecie o tym gadać?
Astrid. Astrid. Astrid. *potrząsa smutno głową* To jest w tej chwili kluczowe dla sprawy. A jeśli Rafał jest wrogim agentem? Za dużo o nich wie...
Mam! Tym nowym gatunkiem będą zmiennokształtne! Planują ukraść wszystkie stada z Berk.
Właśnie. Dla Bieruta.
- Stoick: Plan jest taki: Ja i ochotnicy pójdziemy odciągnąć uwagę tych demonów, a reszta pójdzie się gdzieś ukryć. Więc kto jest chętny na ocalenie własnej skóry? Ostatni zostaną przydzieleni do odwracania uwagi - półgłówków nam nie trzeba. Dobór naturalny, rozumiecie.
Cisza... po chwili zgłosił się Rafał.
A... A Czkawka to co? On się nigdy nie bał! Co ty na to, Szczerbatku?
Naprawdę? Myśleliście, że Czkawka nadal będzie tu grał pierwsze skrzypce? Przecież teraz mamy Rafała!
Ale żeby tak bezczelnie sprowadzać Czkawkę do roli tchórza bojącego się... No właśnie, czego? Na razie słyszeli strasznie straszną historię o straszliwych smokach. Nawet ich jeszcze nie widzieli.
- Sączysmark: Ja nie. Ja się boję. - wyjąkał.
Jeden szczery do odstrzału.
- Astrid: Serio? Myślałam że jesteś wojownikiem. - mówiąc powstrzymywała się od śmiechu, jeszcze nie widziała go w takim stanie.
- Serio? Zachowujesz się jak zbuntowana nastolatka?
Zacznijmy może od tego, że Astrid też się nie kwapi do "odwracania uwagi tych demonów".
Astrid pozazdrościła nam miejsca w loży szyderców. *Natarela wypycha dziewczynę przez balustradę*
- Sączysmark: Bo jestem, tylko tchórzliwym! - krzyknął i wyjąkał po chwili: Dobra też idę.
- Stoick: Czkawka, ty zostajesz... na wypadek gdyby nam się nie udało - powiedział niepewnie. - Będziesz musiał przejąć moje obowiązki.
Bo to nie jest tak, że jak im się nie uda, to cała wioska będzie zniszczona. Straszliwe stado smoków powalczy z obrońcami, zabije TYLKO ich i spokojnie wróci do domu. Wcale nie porwie wszystkich wikingów.
Podszedł Pyskacz, chciał coś powiedzieć, ale Stocik rzekł:
Dobra, myliłam się. To nie Rafał jest agentem. Oto przed państwem postać, która przez resztę tego opka będzie pociągała za sznurki. Agent Stocik, pracownik bezpieki.
Pyskacz, ty... ty zostajesz, zajmiesz się Czkawką. Pyskacz się zdziwił.
Bo Ćkawka to taki maly bobas. Tsieba sie nim ziajmować, źmieniać mu pieluśki i śpiewać kołysianki.
Na miejściu tfu! na miejscu Pyskacz też bym się zdziwiła.
Nadeszło zaćmienie księżyca, wszyscy usłyszeli głośny ryk smoka, który zjadł kropkę z końca zdania.
Więc jednak jeden smok! Aha! I co Rafał, łyso ci?!
Rozdział II (Atak Smoków)
Rafał słysząc ten dźwięk wyciągnął kusze z Menu Broni i załadował bełt,
wyszedł z twierdzy, zobaczył wielką sylwetkę czarnego jak noc smoka lecącego prosto na niego.
Wycelował kusze prosto pomiędzy jego żółte oczy,
Czyżby to była po prostu Nocna Furia?
miał mało czasu, smok był coraz bliżej, wstrzymał oddech by ustabilizować bujanie broni...
Chciał, aby bujała się tylko z lewej na prawą i odwrotnie, a nie w górę i w dół.
PisaŻyna próbuje po prostu powiedzieć nam, że Rafał miał stracha i ręce mu drżały.
pociągnął za spust. Martwa bestia spadała w jego kierunku, była bowiem bardzo uparta, tak uparta, że zapomniała, że musiałaby się znajdować bezpośrednio nad nim, żeby tak robić, w ostatniej chwili odskoczył na bok, ale i tak mało co by go nie zabił kolczasty ogon.
Tak mało brakowało, no. Wracając do tematu. Z tego pisaŻyny to by cysto piyknie śwarny góral był, coby ino więcej hajduczył i telo godoł po górolsku, kielo zabaca przecinków.
Bez kaleczącego uszy i oczy regionalizmu, proszę.
Jak mnie ta jego składnia tak bawi! To wszystko jej wina!
Bełt przeszedł na wylot przez głowę smoka. Wszyscy wybiegli z twierdzy i z niedowierzaniem patrzyli na martwą bestie, zapominając, że prawdopodobnie nadlecą kolejne, Rafał wstając powiedział żartobliwie z uśmiechem pod nosem:
Zwykle uśmiech miał pod pachą.
Pudłuję tylko wtedy, kiedy łapię oddech.
Te
Chyba nie dostanie premii.
Wszyscy na niego spojrzeli, wtem na niebie pojawiła się kula ognia lecąca prosto w nich, Rafał krzyknął: Padnij! Z twierdzy wyleciał Phantom i zionął swoim śmiercionośnym niebieskim ogniem, "topiąc" kule ognia lecącą prosto na jeźdźców
A raczej usiłował, nim uświadomił sobie, że próba zionięcia ogniem o temperaturze -900 C jest bezsensowna. Prawda Szczerbatku, że to ty załatwiłeś tego potwora?
i przy okazji zamieniając w proch smoka który tą kulą sobie splunął.
Splunął sobie. Ognistą kulą. Co za hultaj.
Zapewne kolejna ofiara wychowania bezstresowego.
- Rafał: Dobrzee! Zostały jeszcze trzy.
Przeestań beeczeć! Łowca jedna!
- Rafał: Spoko, zaufaj mi. - przeładował kuszę i pobiegł w centrum wioski.
Naprawdę, już sama nie wiem, co mogę o tym powiedzieć.
- Stoick: No to git, ziom. Za mną! - wódz i kilku wikingów pobiegli za Rafałem.
Astrid dobyła topór i podążyła za resztą, po chwili rozmyślania poszedł za nią Sączysmark, natomiast Czkawka i Śledzik przyglądali się zabitej przez Rafała bestii.
I tak się gapili, gapili i zawidzieli Rafałowi, zamiast stamtela uciekać, dyć chyba to był atak smoków cornych?
(Wybacz Avia, nie mogłam się powstrzymać)
Nagle Rafał usłyszał trzepot wielkich skrzydeł, odwrócił się i zobaczył smoka lecącego prosto na Wodza, krzyknął: Stoick, uważaj! - nie chciał strzelać gdy Stoick był na linii strzału, wycelował miał już strzelić gdy ktoś go odepchnął, była to Astrid rzuciła toporem w drugiego smoka który leciał prosto na Rafała, smok widząc to zionął ogniem prosto w lecącą w jego kierunku broń, z topora Astrid został tylko pył, widząc to zaskoczona zeskoczyła smokowi z drogi, a Rafał wyciągnął miecz i gdy smok był już nad nim i chciał go złapać w swoje łapy... przebił mu serce.
Nareszcie! Rafał padł trupem, niech żyją smocze szpony!
Poświęćmy śp. Rafałowi i (również poległej w boju) Interpunkcji minutę ciszy.
Podziwiam, jak pisaŻyna zdołał upchnąć w jednym zdaniu tyle bezsensownej akcji.
Natomiast bestią która leciała na Stoicka zajął się Phantom ziejąc w nią ogniem.
Szczerbatku, a ty co wtedy robiłeś? No co? Eee... Nie, nie, ja wcale... Oczywiście, że nic nie sugeruję... Nie to miałam na myśli... Ała!
Tak kończą się zamachy na zrozumiałą polszczyznę!
- Rafał: Dobra... gdzie jest ten ostatni demon?
Stowarzyszenie SmRODEK - Smocza Rada Osobników Dorzecznych, Elokwentnych i Kreatywnych - pisze właśnie pozew do Trybunału Rozpatrującego Upiorne Przestępstwa (TRUP). Spodziewają się milionowych odszkodowań za tę zniewagę. Publiczną!
Wszyscy się rozglądali, zaćmienie już znikało, zapominając, że będąc zjawiskiem, może ono jedynie mijać, nagle Rafał na tle księżyca
Na tle księżyca. Tego, który przed chwilą był zupełnie niewidoczny z powodu zaćmienia.
zobaczył ostatniego smoka który już się wycofywał, był on bardzo daleko, zbyt daleko, ale to go nie obchodziło wziął kusze i wycelował...
"Chcieć to móc" powtarzał celując ósmy raz do pustego nieba.
- Pyskacz: I tak nie trafisz, jest za daleko i jeszcze ten wiatr.
Rafał nic nie odpowiedział, naniósł poprawki na odległość i wiatr (tutaj chodzi o to że do strzelania w cele które są dalej trzeba celować nad nimi - prawo grawitacji),
Co ty nie powiesz? Niestety, tak jest tylko w przypadku celów tuż nad ziemią, bo kiedy strzelasz do celu znajdującego się nad sobą ("na tle księżyca"), to nic ci nie da. A co do "nanoszenia poprawek na odległość i wiatr" to nawet zwiadowcy nie byli takimi hardcorami, żeby robić to w pamięci.
Phi! Zwiadowcy błagali Rafała o kilka lekcji, ale on postanowił zachować ten rodowy sekret.
strzelił, po chwili na tle księżyca już smoka nie było.
Zwijał się w tym czasie ze śmiechu na zarembku, kie uwidział, ki zdechlok durknął do niego. Szczerbatek wartko się do niego przyłączył.
Sorry, Avia... To był ostatni raz!
- Wszyscy: Woow!!! Niezły jest!
Coraz bardziej zaczyna mi to przypominać formą pseudo-dramat.
Żeby tylko!
- Pyskacz: Jak tyś to zrobił? - zapytał z niedowierzaniem.
- Natarela: Zwyrtło mu sie.
- Rafał: Przecież jestem strzelcem wyborowym.
- Pyskacz: Ja wiem, ale z tej odległości... to nikt by nie miał szans trafić. Nawet jeśli by miał ogromne szczęście.
A nawet gdybyś trafił, to bełt lekko by zarysował mocne smocze łuski i odbiłby się. Zgodnie z prawem grawitacji, którego znajomością chwalił się pisaŻyna, z każdym metrem na który się wznosił do góry, tracił energię kinetyczną, potrzebną do zranienia smoka, a że był "bardzo daleko", to wzniósł się wysoko, zyskał mnóstwo energii potencjalnej, ale raczej nie przebił smoczego pancerza. Przykro mi Rafał, nie dostaniesz piątki z fizyki.
Dostanie, jeśli będzie zainteresowany lekcją.
Rafał już nic nie odpowiedział, wraz ze swym smokiem poszedł w kierunku lasu i po chwili rozpłynął się w nocy
Noc jest to stężony roztwór ciemności w mroku mający tendencję do rozpuszczania w sobie podejrzanych typów spod ciemnej gwiazdy.
-Mieczyk: Trochę to mrocznie wyglądało... tak po prostu zniknął.
- Szpadka: Noo, brat czemu ty tak nie umiesz?
Uczcijmy tę chwilę. To najśmieszniejszy żart w tym opku.
Chat, chat, chat.
Czkawka poszedł z Śledzikiem wpisać do księgi smoków nowy gatunek,
I znów pisaŻyna nie wspomni jego nazwy. No cóż, ja nie narzekam. Wrażliwce Mrokolubne? Zaćmy Strachliwe? Pięciotchórze?
Zaćmione Ciemnoszcze?
Sączysmark patrzał jak bliźniaki się biją, po chwili poszli spać.
Ej, zaraz. To już koniec? To miał być poważny atak straszliwych smoków, a tu co? Pięć pseudosmoków, które umierały od lekkiego draśnięcia?
Może to była tylko sztuczka mająca na celu odwrócenie uwagi? Polecałabym zobaczyć, jak się mają owieczki.
A Astrid pobiegła poszukać z Wichurką Rafała.
Czyli że Rafał zabrał Wichurkę, tak? Bo po co by biegła?
On coś ukrywa - pomyślała dziewczyna, nie powiedział prawdy skąd wiedział że te smoki atakują w 5-osobowych grupach.
Ja wiem co on ukrywa! Przecinki z tego opka.
Rozdział III (Niespodziewajka)
Ten tytuł jest całkiem dobry. Świetnie wpasowywuje się w uniwersum "How to train your dragon", w którym są Koszmary Ponocniki, Śmiertniki Zębacze i Zębirogi. Niestety, co dobrego to nie pisaŻyna. "Niespodziewajka!" to słowo, które wykrzyknął Dagur do Czkawki atakując go z zaskoczenia, w serialowym odcinku "Wandersmok".
Rafał siedział nad jeziorem w Zatoczce, obok niego leżał Phantom.
Jezioro w Zatoczce uparcie odmawiało nazwania siebie częścią Zatoki.
Rozmyślał o toporze Astrid, wiedział że bardzo lubiła ten topór, za to że ocaliła, a właściwie próbowała ocalić mu życie, postanowił zrobić jej nowy, lepszy, mocniejszy, ładniejszy i lżejszy.
Narrator bowiem wprowadził w błąd Czytelnika. Tak naprawdę Astrid ratowała Phantoma, a nie jakiegoś Rafała. Ktoś tu jednak ma gust. Aczkolwiek dziwi mnie trochę postanowienie Phantoma, żeby zrobić jej nowy topór.
Ostrze hartowane w smoczym ogniu musi przecież istnieć także w tym uniwersum.
Czyli z tego rodzaju stali, co on ma miecze i noże. Wsiadł na Phantoma i polecieli do wioski. Astrid szukająca w lesie Rafała, usłyszała i zobaczyła smoka, wsiadła na Wichurkę i poleciała za nim, przyjrzała się sylwetce ciemnego smoka, był to Phantom z Rafałem. Po jakimś czasie dziewczyna straciła ich z oczu, więc poleciała do wioski,
Em, a to nie tak, że jak ona leciała za gościem, który leciał do wioski, to ona w sumie też? No bo niby... ale... ech.
a że było już naprawdę późno to poszła spać. Rafałowi nie chciało się robić po nocy broni dla Astrid, uszykował potrzebne do tego materiały i położył się spać.
Internetowy poradnik "Kucie toporów dla opornych": Aby zrobić ostry, lekki i wytrzymały topór potrzebujesz:
- kija od mopa;
- taśmy klejącą (dwie rolki);
- plastikowej imitacji ostrza dostępnej w ofercie naszego sklepu.
On po prostu pochodził trochę po lesie, znalazł rudę, spodnie Pancerz +2, złoto przy trupie i parę ciekawych ziółek do eliksirów pozwalających na zaginanie rzeczywistości/ jutrzejszej zupy.
Rano gdy wszyscy jeszcze spali, Rafał zabrał potrzebne rzeczy i poszedł do kuźni Pyskacza, zrobił dla Astrid topór. Oczywiście w swój własny, sprawdzony sposób dzięki czemu był bardzo ostry, wytrzymały i lekki. I iskrzył się tęczowo w świetle poranka/księżyca/czerwonych oczu pobłyskujących głodem w mroku.
Narratorowi, który był zapalonym graczem Minecrafta, umknął fakt, iż "robienie" topora wymaga min. kucia ostrza, a to przecież wszystkich by obudziło. Przecież dla większości współczesnej młodzieży tworzenie broni wygląda tak:
Ale to był Rafał. Pomedytował trochę i skierował na bezkształtną bryłę metalu promień swej epickości. Potem wstał, zawiązał na gotowym toporze wstążeczkę i wyszedł z kuźni.
Dodał także pare ozdóbek, czyli wstążek, brokatu, różowego futerka, gdy już skończył usłyszał że ktoś się zbliża, była to Astrid, Rafał szybko schował broń za plecy i odwrócił się.
Jak widać Rafał ma duże zaufanie do Imperatywu Narracyjnego - po samym dźwięku kroków wie, że nadchodzi Astrid, pomimo iż nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, dla którego miałaby wczesnym rankiem iść do kuźni Pyskacza, akurat gdy Rafał skończył craftować dla niej topór.
-Rafał: Cześć Astrid, mam coś dla Ciebie.
Astrid patrzyła na niego z ciekawością, Rafał wyciągnął z za pleców topór i wręczył dziewczynie.
"Z za", rozumiecie? "Z za"...
Narrator jest tak przejęty tą sceną, że aż się jąka.
Bardzo się jej spodobał, był lekki, ostry i przede wszystkim wygodny do walki. Astrid chciała go przytulić w ramach podziękowania, ale się krępowała, Rafał odczytał to z jej oczu.
Miał moda na odczytywanie cudzych intencji i uczuć z oczu.
Mam przedziwne wrażenie, że Rafał był lekki i ostry, przez co bardzo się Astrid spodobał. Albo chciała przytulić topór, ale się krępowała.
No wiecie, nie można oczekiwać od narratora, że będzie tak zapinkalał z akcją i jeszcze pamiętał o wszystkich podmiotach i dopełnieniach!
-Rafał: To w ramach podziękowania, za wczorajszy ratunek albo raczej jego mierną próbę, ekhu, ekhu. - powiedział wskazując na topór. Astrid się uśmiechnęła i powiedziała: Dzięki.
Ja za to powiem, że dla słowa "powiedzieć" jest co najmniej kilka synonimów.
Czkawka wszystkich zwołał do Akademii. Jak co dzień rano patrolowali okolice wyspy. Czkawka podzielił jeźdźców na 2-osobowe grupy i dał tereny do patrolowania.
Czkawka i Śledzik - patrolują południe,
bliźniaki - wschód
Astrid i Sączysmark - zachód
Rafał i narrator - północ.
Rafał stanowi 2-osobową grupę. *Natarela czuje się skonsternowana*
Jego partnerem jest jego ego. Fizyczna schizofrenia jest, widocznie, możliwa nie tylko na Dysku.
Gdy jeźdźcy już wylecieli, przybiegł Stoick, chciał poinformować syna i jego przyjaciół o wizycie Szalonych Berserków. Niestety nie zdążył, jeźdźcy byli już za daleko.
Zapomiało mu się. Co tam wizyta dyplomatyczna z plemienia, które swoją nazwę zawdzięcza licznym wojnom! Ja też dużo rzeczy odkładam na ostatnią chwilę, ale są jakieś granice.
Rozdział IV (Wojna z Szalonymi Berserkami)
Ten tytuł mówi wszystko. Wszystko.
Wszyscy członkowie Sekty Zdań Mało Rozbudowanych już wrócili z patrolu, oprócz Rafała - który coś zobaczył.
Ale nie dowiemy się co zobaczył, bo po co.
W Akademii czekali na nich Stoick i Pyskacz.
-Agent Stocik: Dzieciaki, dzisiaj przypłyną Szaleni Berserkowie by podpisać kontrakt o pokój. A gdzie jest Rafał?
Witajcie, droga młodzieży! Co u was? Dobrze się bawiliście? Dziś przyjadą podpisać pokój Psychopatyczni Słowianie. Widzieliście gdzieś moją musztardę i teczkę z aktami Pyskacza?
Zastanawia mnie ten "kontrakt o pokój".
Może przez pokój należy rozumieć pomieszczenie? Berk postanowiło założyć kurort i Szaleni Berserkowie przypływają, aby podpisać umowę najmu?
-Czkawka: Jeszcze nie wrócił, kazałem mu lecieć na północ, pewnie zobaczył Berserków...
-Agent Stocik: Oni nie mogą wiedzieć że mamy pokuj ze smokami!
Ach, to takie buty. Pokój ze smokami to "pokuj", ale pokój z Berserkami to już jest poprawny. Specyficzne podejście do tematu, prawda?
"Pokuj" jako bezkonfliktowe życie z przedstawicielami prymitywnej, niegodnej szacunku rasy.
A może po prostu pisaŻyna usiłuje nam coś przekazać zza szczelnej kurtyny cenzury agenta Stocika?
Lepiej znajdźcie Rafała i ukryjcie gdzieś smoki! Polecam władować je do komórki pod podłogą twierdzy! - powiedział
Gdzieś. Po co to uściślać, przecież w kryjówkach dla smoków można przebierać, jak w ofertach kredytowych. Mnóstwo możliwości, ani jednej dobrej.
po czym poszedł z Pyskaczem założyć ceremornialny pas.
Ale tak razem..? Jeden pas..?
CeremoRnie i tradycje wymagają poświęceń.
-Czkawka: Dobra, ja ze Szczerbatkiem lecimy szukać Rafała, a wy ukryjcie smoki.
Wychodzi na to Szczerbatku, że nie jesteś smokiem.
Gdy jeźdźcy chcieli już polecieć, wleciał Rafał z Phantomem.
Patrzcie no, a oni już nawet CHCIELI lecieć.
-Rafał: Czkawka! Szaleni Berserkowie... tutaj... - powiedział łapiąc oddech.
-Czkawka: Wiem, przypłynęli podpisać kontrakt o pokój (!), musimy ukryć smoki!
Wszyscy chcieli już lecieć, ale w bramie stanął Dagur...
WSZYSCY chcieli już lecieć i znowu im przerywają! Poza tym, Avia, czy ty też masz wrażenie, że na tej wyspie jest tylko siedmioro jeźdźców, ich smoki, Stoick i Pyskacz? Żeby tak nikt ich nie uprzedził o przyjściu Dagura..?
Kolejny tajny agent. Hamerykański pewnie. Oni pojawiają się z powietrza.
-Dagur: Czyli jednak tresujecie smoki. Stoick, okłamałeś mnie, zrobiliście ze mnie idiotę. Teraz się zemszczę. - powiedział do powietrza uśmiechając się.
Jak? Przecież delegacja pokojowa to raczej jest jeden statek, góra dwa. Więcej wzbudziłoby pewne podejrzenia.
-Rafał dyskretnie wyjąć z Menu Broni kuszę, chciał załadować bełt,
Pomijając kulejącą składnię, to kusza, którą Rafał nosi na plecach i zabija z niej smoki, nie jest raczej mała, a więc, nie będąc Zbyszkiem z Bogdańca, musi ją naciągać nogą, czyli nie był w stanie ZDJĄĆ z pleców broni i naładować jej dyskretnie, jak bardzo by nie był idealny, doskonały i epicki.
Może dyskretnie ukrywał się za smokami? Z resztą, Geralt też nie musi naciągać kuszy.
ale zobaczyli to ludzie Dagura, strzelili w niego, na nieszczęście zrobił unik.
PROWOKATOR!!! Ściąć go!
-Dagur: Jak śmiesz? - zwrócił się do Rafała.
-Dagur: Więc chcecie wojny, BERSERKOWIE DO ATAKU! - wydał rozkaz.
"Bezmyślny Rafał, czyli jak rozpętałem -1 wojnę światową."
Statki Dagura zbliżały się do portu.
Czyli przypłynął z całą armią. Aha. A Stoick z Pyskaczem dalej zakładają pas ceremoRnialny.
Ciekawi mnie, jak Dagur może być na lądzie, skoro jego statki dopiero się zbliżały. I skąd wiedzieli o ataku? Mieli walkie-talkie?
Usłyszeli go przecież, a jakże!
-Rafał: Phantom! Wiesz co robić. - powiedział do smoka i wskazał na statki.
- Wiesz co robić - odezwał się zimny głos w słuchawce telefonu agenta Stocika. - Poprawna interpunkcja musi zostać zlikwidowana jeszcze dzisiaj. Ma nie być żadnych świadków.
Phantom poleciał w stronę portu, na armię Dagura. Przeleciał tylko raz, zionął swoim zabójczym ogniem, po czym zniknął w chmurach, (nie chciał się mieszać w walkę w wiosce, bo dużo by z niej nie zostało).Po statkach i ludziach Dagura nic nie zostało. Dagur widząc to powiedział: Ten smok to szatan! Zestrzelić mi tą bestie, a ja się zajmę jego właścicielem. - powiedział z uśmiechem pod nosem.
- Wodzu! Nasze statki wraz z całą armią zostały spalone przez jednego smoka, a Wandale mają ich jeszcze kilka! Nie mamy jak wrócić do ojczyzny. Zostało nas tylko garstka twojej straży przybocznej. Nie mamy szans!
- Zestrzelcie smoka, ja zabiję tego lalusia.
- A co z resztą Wandali?!
- Poczekają.
Rafał się trochę wystraszył, Stoick słysząc to rzucił się na Dagura, niestety został wciągnięty przez odkurzacz w walkę z jego ludźmi. Stoick z wikingami walczyli z resztką armii Dagura, jeźdźcy na smokach im pomagali,
Hej, skoro garstka ludzi Dagura walczy ze Stoickiem, Pyskaczem, nieznanymi z imienia wikingami, Czkawką na Szczerbatku, Astrid na Wichurce, Sączysmarkiem na Hakokle, bliźniakami na Wymie i Jocie oraz Śledzikiem na Sztukamięs, czy to znaczy, że Phantom... *w oczach Natareli zakręciły się łzy szczęścia*...nie żyje?
Czy ty właśnie życzysz jakiemuś smokowi śmierci? SmRODEK zaraz się tobą zajmie...
Eee tam. TRUP ponoć bierze łapówki.
a Rafał musiał walczyć z Dagurem.
Obowiązek Gary'ego Stu, przykro mi. Nie masz wyboru, musisz walczyć z bossem.
Rafał wyciągnął miecze, a Dagur topór, na dźwięk gongu zaczęli walkę.
Dagur rzucił się Rafała - zablokował on atak mieczami, po czym kopnął Dagura w brzuch. Dagur gdy już złapał oddech, ponownie się na niego rzucił,
Rafał był bowiem bardzo kulturalnym i uprzejmym młodym człowiekiem. Kiedy zobaczył, że jego przeciwnik - starszy już mężczyzna - stracił oddech, postanowił odczekać chwilę. Tego wymagały zasady savoir-vivre'u. Pal licho, że to pojedynek na śmierć i życie.
To dość niehonorowe.
Jak śmiesz! Wszystko co robi Rafał Nieustraszony jest honorowe!
Dagur specjalnie upadł, bo chciał wykonać cięcie toporem w brzuch Rafała, a że Rafał miał dwa miecze, to jednym zblokował atak, ale i tak ostrze topora przecięło mu prawe udo, a drugi miecz wbił Dagurowi w gardło.
Zablokował uderzenie ciężkiego, dwuręcznego topora JEDNYM mieczem? A w pobliżu widziano osła, którego mrówka niosła?
Właśnie próbuję zwizualizować sobie tą scenkę...
Po czym upadł, bo bolała go noga,
Dostał toporem w udo. Zabolała go noga.
Ból fantomowy, jak nic.
Dobra, my tu śmiechy chichy, a tu należy się parę słów wyjaśnienia. Bardzo podobna sytuacja została przedstawiona w odcinku serialu "Bliźniacze szaleństwa", kiedy to Berserkowie mieli przypłynąć podpisać rozejm. Jeźdźcom poinformowanym o tym wcześniej przez Stoicka udało się ukryć smoki. Niestety, Mieczyk i Szpadka pokłócili się i strzelili fochy, przez co Wym i Jot wymknęli się spod kontroli, co groziło zauważeniem tegoż Zębiroga przez Dagura, wodza Berserków, który szukał pretekstu do wszczęcia wojny z Wandalami. Brak Rafała oraz spryt Czkawki i Szczerbatka spowodowały jednakowoż, że do konfliktu nie doszło, a Dagur odpływał z Berk w przeświadczeniu, że syn Stoicka uratował mu życie. Obecność armady u brzegów Berk miała bardziej charakter komiczny.
na szczęście rana nie była głęboka, ale nie mógł chodzić. Podbiegli do niego jeźdźcy i pomogli mu dotrzeć do jego domku,
Tak naprawdę bohaterowie tego opka są smerfami i każdy z nich ma własny domek w Wiosce Smerfów.
a Astrid poleciała z Wichurką po Gothi, Szamanka posmarowała i opatrzyła mu nogę. Przyleciał Phantom i zaczął lizać Rafała. Chłopak jako jedyny z Berk został ranny.
Biedny męczennik, sam jeden walczył z wrogiem i jako jedyny odniósł rany. Aczkolwiek Stoick powinien go ściąć, bo gdyby Rafał pierwszy nie chwycił za broń, sprawę można by załatwić pokojowo.
Ten Stoick? On już pewnie zapomniał o jakimkolwiek "kontrakcie o pokój". Teraz pisze mowę pochwalną, którą zamierza odczytać na najbliższym zebraniu mieszkańców wioski. O ile nie zapomni. O zebraniu.
Plemienie Berserków już nie istniało.
Składało się tylko z wojowników między 20 a 50 rokiem życia rozmnażających się bezpłciowo. Nie było wszak miejsca w tym plemieniu na dzieci, kobiety, starców zostających w ich wiosce.
Rafał 2 tygodnie leżał w łóżku, odwiedzali go jeźdźcy, a po dwóch tygodniach - Kostucha.
Ha! Chcielibyście! Nie ma tak dobrze. Ze zgrozą odkryłyśmy, że to opko ma jeszcze kilka rozdziałów, których nie omieszkamy zanalizować.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz